Wszystkie łapki na pokład!

Autor: Karolina Talar Dodano: 2017-04-08 14:50:00 Zdjęcia zamieszczone w artykule należą do portalu Kocie Tajemnice. Używanie ich bez uzyskania wcześniejszej zgody jest zabronione! Zobacz treść artykułu

Już ja się więcej niczym konstruktywnym nie zajmę. O nie! I wszystkie sprawy to sobie będziecie teraz sami robić, bo ja mam je teraz w głębokim poważaniu.

 

Wszystko zaczęło się od tego, że człowieki nie miały dla mnie czasu. Od samego rana bawili się w takim białym mięciutkim piasku, który nie wiem czemu nazywają mąką. I za nic w świecie nie dawali się owym piaskiem pobawić mnie. że niby łapki mam brudne! No wypraszam sobie. Jeśli już o to chodzi to mam najczystsze łapki ze wszystkich domowników!

 

Ilekroć próbowałem wejść na stół i na tę całą stolnicę to dostawałem ścierką przez łeb. ścierka cała była mokra i takie plaśnięcie naprawdę bolało, że o upokorzeniu i wstydzie nie wspomnę. A ja tylko chciałem dotknąć tego bielutkiego piasku. Nic więcej, jak mamę kocham! Ale człowieki się zawzięły, pazery jedne, i ani myślały podzielić się piaskiem.

Moim w kuwecie to się bawią bez pytania mnie o zgodę. I jak już sobie nieraz usypię piękny kopiec to zawsze mi go rozgarną i wyjmą zawartość. Właśnie z tego powodu tym bardziej drażniło mnie ich skąpstwo.

Ja po prostu musiałem wsadzić łapki w to coś białe.

 

Wlazłem pod stół i usiadłem na krześle najbliższym stolnicy. Bardzo powolutku i ostrożnie wychyliłem się spod stołu. Wiecie ja jestem ślicznym kotkiem, do tego skromnym, i nie muszę wystawiać całej głowy żeby coś widzieć. Nie to co ludzie. Wy zawsze wychylacie cały łeb i pewnie dlatego was tylu ginie na tych waszych wojnach o właściwie o nic. Bo przepraszam ale my koty nie bijemy się o ropę. No sam słyszałem w tym telewizorze jak mówili , że wojna w Iraku jest o ropę. Mruczek od sąsiadów miał kiedyś ropę w oku i jakoś nikt z naszej ferajny nie chciał mu jej odebrać. No ale ludzie to dziwni są tak na marginesie. Ale do rzeczy.

No więc nie wychylając całego łebka, wystawiłem jedną łapkę do góry i macałem chwilkę po stolnicy, póki nie poczułem tego całego piasku zwanego mąką.

 

O jaka to była rozkosz! Mięciutki i sypki, pięknie przesypywał się miedzy moimi pazurkami. Aż zamruczałem mimowolnie mrr mmrrr. Piasek nie był taki jak mój w kuwetce- był o niebo lepszy.

 

Chwilkę gmerałem łapką w bielutkim piaseczku no ale pomyślałem, że przecież drugiej łapce będzie smutno, że ta pierwsza się bawi a ona nie. No to wystawiłem tez drugą łapkę i też się nią pobawiłem chwilkę w piaseczku.

Sami jednak przyznacie, że to żadna frajda tak się bawić i nic nie widzieć. No to wystawiłem łebek.

Człowieki nic nie widziały, zajęte w najlepsze przy tym całym piecu, co to mnie kiedyś oparzył. Ale to inna historia jest.

 

Siedziałem grzecznie na krzesełku i bawiłem się łapkami w bielutkiej mące. 

Nie wiem dosłownie jak to się stało.

Człowieki odwróciły się nagle do mnie. jak na komendę obydwa wybałuszyły ślepia, otworzyły pyski i sapnęły z oburzenia. A potem ruszyli na mnie jak wściekłe krowy gonione rojem równie wściekłych bąków.

Mówię wam , że aż mi się jelita zakotłowały jak zobaczyłem tę wielką ścierę w łapie jednego z nich. Błyskawicznie przysiadłem na łapkach i udało mi się schować łebek poniżej lini blatu stołu. Zauważyłem jeszcze jak człowiek robi zamach ścierką utytłaną bóg wie czym i kiedy…

 

Łapek już nie zdążyłem schować. 

 

No i srrruuu!

Dostałem po łapach. Przy okazji ścierka chlasnęła po kupce tego bielutkiego piasku. 

Podniosła się cała chmura bieli i rozpętało się prawdziwe piekło.

 

Jak oni wrzeszczeli! Było nawet coś o przeklętych sierściuchach. 

A co to moja wina? Ja nie narobiłem bałaganu. Siedziałem i się grzecznie bawiłem, a tu nagle ni z tego ni z owego biją mnie ścierką i robią najprawdziwszą zawieruchę. Doszły do tego groźby śmierci dla kota i to bynajmniej nie humanitarnej i inne inwektywy których wstydzę się powtórzyć. Swoją drogą - wiecie , że groźby są karalne? Nie? To już wiecie.

Zrozumiałem, że nie czas na tłumaczenia tylko trzeba zmykać i to szybko zanim wprowadzą groźby w czyn. Wrócę jak te choleryki ochłoną.

Odbiłem się mocno od krzesełka no i całkiem niechcący je przewróciłem. A to, że się wystraszyłem i z rozpędu wpadłem w psią miskę pełną wody to przecież nie jest moja wina. Każdy byłby w szoku jakby najpierw grozili mu śmiercią a potem coś mu huknęło za plecami, prawda?

Wszystko działo się tak szybko, że zniknąłem za drzwiami zanim opadła cała ta chmura białego kurzu. I szkoda , iż nie widziałem jak opadła na tę wylaną wodę. Ale wolałem się na razie nie pokazywać. Bo moi mili musicie wiedzieć, że czasem z ludzi wychodzą prawdziwe bydlęta, i wtedy lepiej im na oczy się nie pokazywać. Bo wiem z doświadczenia, iż jak człowiek jest zły to jakoś mniej lubi koty.

Goniły mnie wszelkie przekleństwa i jeśli dobrze słyszałem to nawet w kilku językach. Mówię wam, szewc by się zaczerwienił słysząc niektóre określenia mojej osoby.

 

Wypadłem z rozpędem do saloniku i przycupnąłem na chwilkę na fotelu. Byłem gotowy do dalszej ucieczki i pilnie nasłuchiwałem, ale mnie nie gonili na szczęście. Rozluźniłem się i zacząłem oglądać program. 

 

Usłyszałem w telewizji, iż powinno się sobie pomagać. Każda pomoc to dobry uczynek na naszym koncie w niebie. A jak już się umrze to wtedy bóg policzy dobre uczynki i jeśli masz ich dużo to weźmie cię do nieba.

Kiedyś Mruczek od sąsiada mówił mi, że w niebie jest całe mnóstwo jedzonka, kwiaty pachną walerianą a zamiast trawy rośnie tylko kocimiętka. Nie ma tam złych psów a każdy kot jest kochany bez względu na to jak wygląda. Każdy kotek ma swój własny malutki domek, z własnymi mebelkami na których może siedzieć do woli i drapać ile tylko chce. Niebo to miejsce gdzie nikt nigdy kota nie gania ze ścierka, nie bije i nie krzyczy. I gdzie w ogóle nie ma ludzi. No chyba, że jakiś kot chce to może sobie człowieka hodować, i co najlepsze- to kot decyduje kiedy chce jeść i kiedy człowiek będzie jadł.

Już kiedy Mruczek mi opowiadał o niebie to bardzo chciałem tam iść ale żaden z nas nie wiedział jak się tam dostać. Nawet z drzewa nie mogliśmy do niego sięgnąć chociaż czasem próbowaliśmy. 

Teraz jednak wiedziałem już jak się dostać do nieba. Wystarczyło być dobrym kotkiem i wszystkim pomagać. Postanowiłem zacząć od razu. a to się Mruczek zdziwi jak pójdę do nieba i mu pomacham z góry!

 

Nastawiłem uszka. Coś się chrobotało na balkonie. Zeskoczyłem z fotela i podreptałem szybciutko w stronę hałasu. Wyjrzałem ostrożnie zza firanki. Bo przecież nigdy nie wiadomo za co dostanie się w tym domu ścierką przez łeb.

 

 

Jeden z człowieków malował barierkę taka piękną zieloną farbą. Postanowiłem, że mu pomogę. Obok puszki z farbą ciągle latały muchy. Przecież mogę je odganiać, prawda? Bo jak taka mucha wpadnie to przecież może wypić farbę i wtedy braknie do malowania.. No więc siedziałem grzecznie i pilnowałem aby żadna mucha człowiekowi nie przeszkadzała. Człowiek czasami odganiał muchy ręką tylko chyba mu się coś pomyliło bo mówił psik- a tak to się mówi wtedy jak się chce kota zdenerwować. Wybaczyłem mu wspaniałomyślnie to potkniecie.

 

Długi czas było spokojnie i miałem dużo wolnego czasu. Ale nagle nie wiadomo skąd przypętała się mała mucha i to z gatunku tych wyjątkowo upartych i upierdliwych. Muszysko uroiło sobie, że siądzie na puszce z farbą i nic nie pomagało raz za razem powtarzane - PSIK! przez człowieka.

Początkowo ja odganiałem łapką ale to nie przynosiło wcale skutku, bo ona ciągle uparcie wracała. 

O żesz ty! - pomyślałem. 

Postanowiłem wziąć ja z zaskoczenia, i chyba człowiek też tak chciał bo jak tylko przestałem ja łapać muchę to i on przestał ją odganiać tym swoim - PSIK! i zajął się malowaniem.

Przyczaiłem się i udawałem, że mnie mucha znudziła. Kiedy odwróciła się tyłem, łażąc w najlepsze po brzeżku puszki ja z całej siły  z pełną prędkością pacnąłem ją łapką. 

 

Puszka zachybotała chwilkę, zatańczyła na posadzce i przewróciła się. Pewnie mucha była za ciężka i przeważyła puszkę kiedy łaziła po krawędzi.

Człowiek odwrócił się z prędkością o jaką bym go nigdy nie podejrzewał biorąc pod uwagę jego gabaryty. Rzucił się podnosić puszkę i chyba chciał według mnie ratować muchę, bo plama farby już prawie ją zalewała. Chciałem muchę dobić, po co ma zdychać w cierpieniach ale człowiek pacnął mnie przez łepetynę. Tak się namęczyłem aby zniszczyć szkodnika muchę. Teraz leżała na plecach, machała łapami i bzyczała ogłuszona. A on to wszystko po prostu zaprzepaścił! Już miałem skoczyć i dobić owada ale wtedy człowiek złapał mnie za kark, potrzepał i strasznie na mnie nakrzyczał. Patrzyłem jak mucha otrząsa się z szoku i odlatuje cała i zdrowa i powiem wam iż krew mnie po prostu zalewała ze złości. Ale nie miałem czasu na fochy bo sam byłem w poważnych tarapatach.

Dobrze, że człowiek nie miał ścierki bo pewnie by mnie zbił. Chwilkę na mnie jeszcze pokrzyczał, potrzepał jeszcze parę razy a potem wypchnął mnie z balkonu. Strasznie psioczył pod nosem coś o upierdliwych kotach ale chyba coś źle słyszałem bo to przecież wszystko wina muchy była. O złych muchach nie powiedział nic...

 

Siedziałem smutny i zrezygnowany za szafą. Przez tych ludzi nie pójdę do nieba i nie pomacham z góry Mruczkowi!

No ale przecież nic straconego. 

Pójdę na balkon i będę pilnował żeby człowiek aby na pewno dokładnie posprzątał tę farbę z posadzki. Bo taka zielona plama to nie jest estetyczna przecież.

 

Zakradłem się cichutko za plecami człowieka, który jeszcze coś tam marudził, ale nie rozumiałem co bo mówił za cicho i do tego strasznie seplenił. Nawet nie zauważył kiedy wskoczyłem na barierkę. Przecież z góry lepiej widać jest. I będę mógł mu powiedzieć kiedy przeoczy jakąś plamkę.

Najpierw siedziałem na tej niepomalowanej części barierki ale po chwili namysłu przesiadłem się na tę już pomalowaną na zielono. Zrobiłem to z kilku powodów.

Po pierwsze z tej strony wszystko widziałem i nie musiałem wyciągać szyi ani wytężać oczu żeby dojrzeć wszystkie zielone plamki po farbie.

Po drugie po tej stronie było słoneczko. No i wybaczcie ale nie będę siedział w cieniu. Przecież mogę się zaziębić. Poza tym kto wolałby siedzieć w zimnym cieniu jeśli na wyciągnięcie łapki było ciepłe słoneczko? No ja bynajmniej nie zamierzałem!

A po trzecie i chyba najważniejsze- na zielonym tle lepiej się prezentowałem no i kolor ładnie współgrał z moimi zielonymi ślepkami.

Siedziałem cichutko i nikomu nie wadziłem. Człowiek był bardzo dokładny w zmywaniu plam i nie musiałem interweniować.

 

Słoneczko świeciło mocno i było tak przyjemnie, że co rusz łapałem się na tym, że przymykałem ślepka.

Przymykałem, przymykałem aż mi w końcu łebek poleciał. Ułożyłem się wygodniej i zamruczałem.

 

A tu nagle jak coś mi nad uchem nie wrzaśnie. Nic nie tłumaczy tej napaści na mnie. Ledwo otworzyłem oczka zdziwiony, ledwo podskoczyłem do góry wystraszony wrzaskiem a już porwali mnie do góry.

 

Człowieki otoczyły mnie kołem. Znów na mnie krzyczeli i to , że niby ja ich do grobu wpędzę. Chwila moment- kto tu kogo wpędzi do grobu to bym polemizował. To oni wciąż mnie straszą i bija ścierkami! Dostało się też temu człowiekowi co malował ze mną balkon. Ale o dziwo nie za plamę na posadzce tylko dlatego, że niby kota nie upilnował. No przepraszam ale ja się sam pilnuję! Kiedy człowieki skończyły się wydzierać na tego jednego to on strzelił focha. Spąsowiał jak róże, mało mu para uszami nie poszła, odwrócił się na pięcie i odmaszerował sztywny jakby kij od mopa połknął. Na odchodnym jeszcze coś tam wybąkał, że to nie jest jego kot.

Zasmuciłem się.

Nagle nikt mnie nie chciał i nikt się do mnie nie przyznawał.

Wszyscy zaczęli mnie nagle łapać, tarmosić za futerko na brzuszku i zadku. Ktoś przyniósł gesty grzebień i nuże mnie nim mocno czesać.

Jedni trzymali mnie mocno za łapki, inni na zmianę rwali i szarpali moje futerko. Słyszałem jak ktoś powiedział o mnie- cholerny nicpoń.

Nie mogłem się wyrwać i uciec. Bałem się bo przecież wcześniej mówili coś o mordowaniu kota. Wreszcie spojrzałem na swój brzuszek. O matko co oni mi zrobili! Cały brzuszek i zadek miałem wysmarowany farbą! No jak ja to wszystko umyję? Widziałem jak ciężko myły się te plamy na posadzce balkonu co je mucha zrobiła. Jak ja sobie teraz poradzę?

Zacząłem lamentować głośno. Miauczałem jakby mnie ze skóry obdzierali i nie było to dalekie od prawdy. Po całym tym czesaniu i szarpaniu skóra mi wprost płonęła. 

Próbowałem się wyszarpnąć, choćby jedną łapkę uwolnić to już bym im pokazał. Ale trzymali mocno.

Nagle jeden człowiek podniósł się zrezygnowany i powiedział:

-Nie damy rady, trzeba go ściąć...

O matko! Chcieli mi uciąć łebek!

Wyrywałem się z całych sił i wyłem jak syrena strażacka. 

Wreszcie wrócili z nożycami i z golarką elektryczną.

Zamarłem zrezygnowany. Jak już mam umrzeć to z godnością. Zamknąłem ślepka czekając na swój los.

 

Nożyce szczękały rytmicznie, maszynka bzyczała natarczywie. Ale o dziwo nie czułem bólu.

 

Myślałem tylko o tym , że umrę i nie pójdę do nieba bo nie pozwolili sobie w  niczym pomóc. Wyrzucałem swe skargi cichutko pomiaukując z wyrzutem.

 

Wreszcie mnie puścili. Otrzepałem się, prychnąłem, zasyczałem z oburzeniem i zwiałem jakby mnie sam diabeł gonił. 

 

Schowałem się w ciemności łazienki. Usiadłem na kafelkowej posadzce za ubikacją, jak to zwykle robię gdy się chowam przed człowiekami.

Ale coś było nie tak. Jakoś mnie tak ziębiło w brzuszek i zadek.

Pomacałem ostrożnie łapką. I..., olaboga!!! Byłem goły.

Co oni ze mną zrobili potwory jedne? Jak mogli mi coś takiego zrobić? 

Wypadłem z łazienki i pobiegłem od razu do lustra. Kilka razy musiałem przeparadować przed nim patrząc na swoje odbicie z niedowierzaniem i zgrozą.

No jak można dopuścić się takiego barbarzyństwa na bogu ducha winnym kocie? 

Chyba mnie już nie kochają wcale. Chyba będzie najlepiej jak sobie pójdę w świat. Ucieknę i wtedy wszyscy będą bardzo żałowali. I będą bardzo za mną płakali. Tylko muszę poczekać aż mi futerko odrośnie. Bo nie pokażę się taki na dzielnicy. Kumple by ze śmiechu ze śmietników pospadali.

Tyłek miałem goły jak pawian, a przecież nie mogę iść z zadem przy ścianie prawda? Bądźmy też praktyczni , w końcu jest już kwiecień i zima tuż tuż. Bez futerka zamarznę.

Więc poczekajcie tylko aż znów będę puszysty. Wtedy ucieknę. I będziecie płakali!

A póki co zdrzemnę się troszkę.

I nigdy już nikomu nie pomogę. Do nieba pewnie też jest jeszcze inna droga a nie tylko przez pomaganie. Szkoda tylko, że nie pomacham Mruczkowi z nieba.

Cicho pomrukując zasnąłem na stosiku upranych rzeczy, bo ja jestem dobry w prasowaniu. No i nie straciłem jeszcze całkiem ochoty na to całe niebo!

Najnowsze aktualności

Podcinanie pazurów u kota

Autor: Ada Jewdokia

Jednym z podstawowych zabiegów kosmetycznych, który jest wskazany w opiece nad kotami, jest  podcinanie pazurów. Kwestia ta sama w sobie jest przez wiele osób uważa…

Czytaj dalej

"KEDI" najchętniej oglądanym filmem dokumentalnym w 2017 roku

Autor: Stanisław Szewczyk

"KEDI" – fenomenalny dokument o stambulskich kotach najchętniej oglądanym filmem dokumentalnym w 2017 roku …

Czytaj dalej

"Kedi - Sekretne życie kotów" czyli kocie życie od podszewki

Autor: Joanna Burakowska

Jakiś czas temu otrzymałam zaproszenie na przedpremierowy pokaz filmu pt.: „ Kedi- sekretne życie kotów”. Muszę przyznać, że widziałam już kilka filmów o kotach w swoim ży…

Czytaj dalej

Żywienie kociąt

Autor: Ada Jewdokia

Osierocone lub porzucone kocięta do 10 tygodnia życia mają minimalne szanse na przeżycie, jeżeli nie zostaną objęte odpowiednią opieką przez człowieka. Bardzo ważne przez pierwsze tygodnie …

Czytaj dalej